Miało być o Debrzy


Ostatnie dni, czyli tuż po okropnych powodziach, słońce tak pali niemiłosiernie od niedzieli, że siedzenie w domu to istny koszmar. Ja mam w mieszkaniu już w okolicach 30 stopni. A co będzie koło piątku, jak zapowiadają że temperatury mogą dochodzić do 38 stopni. Jeśli się tak stanie to idę kupić jaką klimatyzację. Toż to szaleństwo z tą pogodą! Na ten czas mamy dzisiaj wtorek, 8.06.2010, no i jeszcze upału nie ma. Zna czy się, jest. W cieni nie ma. Ale w słońcu to mózg nieźle się smaży. Co ja tu o jakichś słońcach i cieniach. Chciałem napisać tylko, że było ładnie, to postanowiłem pojeździć na rowerze. Do tego zawsze mam jakiś aparat przy sobie, więc skoro ta strona przerodziła się w kierunku podróżniczo - poznawczo - fotograficzno- filmową wersję ... Czegoś... No właśnie. Czego? Ciężko określić co mi z tego wychodzi. To należy się jakaś relacyjka z wyprawy. Nie mając konceptu, jak zawsze, przypomniałem sobie o rezerwacie przyrody Debrza, na który to wydano częściowo wyrok. Częściowo, bo tuz obok będzie biegła autostrada i co muszę powiedzieć ze smutkiem, kawałek tegoż rezerwatu padnie pod kołami samochodów. Czas więc pokazać ten kawałem ziemi. Wprawdzie byłem tam już kiedyś, lecz było to dawno i już nie prawda. Nie no. Droczę się. Chciałem pokazać rezerwat, zanim zniknie na zawsze jego cząstka. Bo jak już powstanie ta autostrada, to co to będzie za rezerwat tuż przy niej. Pojechałem, co widać na poniższych zdjęciach. Może zrobiłem z 50 metrów w głąb rezerwatu, gdy nagle poderwała się taka masa komarów, bąków i much, że niczego nie widziałem oraz nie słyszałem poza czarnymi kropkami i okropnym dźwiękiem typu, bzzzzzz... A nie będę tego opowiadał, bo "ciary" mam na pleckach mocniejsze niż wtedy gdy mnie coś użarło w plecy, będąc w parku obok dawnej rezydencji Sanguszków. Jak spie... z tego miejsca, mrucząc tajemne słowa typu ... Nie, nie, nie! ... Dzieci mogą to czytać. Chcę mieć czyste sumienie!

Powiedzcie sami. Skąd tyle tego się namnożyło? Toż to istna plaga. Pędem pojechałem w kierunku Krzyża. Znaczy dzielnicy miasta o takiej nazwie. I już po chwili dostrzegamy, że prace idą pełną parą. Wszystkie te przechwałki w gazetach są prawdziwe. No to tylko pochwalić budowniczych. Przyjadę tu z a jakieś dwa tygodnie i sprawdzę jeszcze raz. No i na pamiątkę jeszcze załapał się jeden ze stawów. A jest ich tu kilka. Też zniknie pod asfaltem.

W końcu doczłapałem do takiej pryzmy z ziemi pozostawionej przez spychacz, aby pokazać Wam... No dobra. Sobie, gdzie będzie ta droga biegła. I wychodzi, że mniej więcej tak jak na zdjęciu poniżej. A właściwie to bardziej lewą połową tego obrazu.


Następnie wpadł mi do głowy szalony pomysł. Będę pierwszym użytkownikiem tej autostrady. Wytachałem więc rower na ten kawałek ziemi i zwyczajnie przejechałem rowerem na koniec tego pasa. wyczyn to żaden, bo to zaledwie jakieś 100 metrów, ale jak by nie patrzeć, to jestem pierwszym użytkownikiem autostrady. Nie licząc oczywiście budowniczych tejże. Jestem z siebie dumny! No co? Każdy chciałby być pierwszy. Ale to już nie jest możliwe. O słodyczy zwycięstwa... Eee... Koniec tego pitolenia! Faktycznie. Widać że słonko przypieka w "dekielek".


Potem zrobiło się nudno. Nic tu się nie działo. Zwiedziłem opuszczone domy, które będą rozebrane. Nawet w jednym budowlańcy urządzili sobie biuro i zaplecze socjalne. A ja po patrzyłem na widoki i pojechałem w kierunku drogi na Pawęzów. Tam też jest kilka domów rozbieranych już.

Dość ciekawe będą widoki na południe. Jak już zbudują drogę. No chyba, że postawią ekrany. To kicha z widoków. Ale dojechałem do miejsca, gdzie już trwają prace rozbiórkowe. W miejscu, w którym stoję, zapewne będzie stał jakiś filar wiaduktu. Bo nie wyobrażam sobie, żeby zwykła droga przecinała ot, tak sobie autostradę. Niemniej jednak obecnie w tym miejscu lub nad nim, będzie biegła jedna z nitek drogi.

Tak właściwie zakończyłem ten dzień. Może nie do końca. Bo odwiedziłem jeszcze park na Piaskówce, park Strzelecki, zjadłem lodzika :), no i jeszcze byłem w okolicach Marcinki... No właśnie! dawno nic nie pokazywałem z góry św. Marcina. Noo... to mam już kolejny temat. Na dzisiaj wystarczy. Mam już dość upałów, a to dopiero początek. Szkoda gadać. Idę polewać się zimna wodą. Brrrrr...







.