Jak i co po powodzi
Szczerze powiem, iż ten wpis, miał dotyczyć innego tematu. Mianowicie, wybrać chciałem się w Gorce. A konkretnie pójść na Turbacz.
I w sobotę, zaplanowałem sobie już trasę. Rozpoznałem teren, korzystając z map internetowych, poczytałem co nieco i poszedłem spać bardzo późno.
Tak, tak. Niestety. (znowu to słowo) zapomniałem nastawić budzik. Znaczy. Byłem przekonany, że go nastawiłem. I faktycznie tak było, lecz po nastawieniu
konieczne jest jeszcze włączenie alarmu. No i tej czynności nie zrobiłem. W niedzielę rano (6.06.2010), tak mi się zdawało,
podnoszę głowę zastanawiając się, ile mi czasu zostało na poleniuchowanie, zanim włączy się budzik. Spoglądam na zegar i... O zgrozo! 10:15. Rany julek!
Miałem jechać w góry. Zanim się umyłem, zanim ubrałem, zanim spakowałem do końca, było po 11. No i po jakiego grzyba wybierać się w drogę? Kawałek
tej drogi przebiega przez zakopiankę, to ponad dwie godziny drogi mam pewne. Stwierdziłem, że nie ma sensu nigdzie już jechać. Upał robił się już ogromny,
no to nie było sensu siedzieć w domu. Wtedy wpadłem na pomysł, aby odwiedzić nasze rzeki. I jak tam wygląda sytuacja po drugiej już fali powodziowej
która nas dopadła. Autem jechać się nie opłacało, bo od piątku co chwilę bębnią, o zamkniętych drogach. Pozostał więc rower. Wprawdzie daleko nie
da się pojechać, ale za to da się nim praktycznie wszędzie wjechać.
Na początek pojechałem zobaczyć most na ul. Mościckiego. Tu woda nieco przelała się, a do tego nikt nie wiedział jak wygląda sprawa
pod samym mostem. Z obawy o możliwość wystąpienia katastrofy, most został zamknięty. A dzisiaj już był czynny. Właśnie z niego zrobiłem pierwszą fotkę.
Tak prawdę powiedziawszy, nie widać tu jakichś strasznych strat. Ot kilka krzaczków pogiętych.
Ponieważ nic się tu strasznego nie działo, pojechałem zobaczyć Białą, od miejscowości Biała-Mościce. Czyli pojechałem na zreperowany most
łączący oba miejsca. Nie było już tak różowo. Niestety nie mogę pokazać ujścia Białej do Dunajca, bo nie można było tam przejechać. Wały były bardzo grząskie.
Lecz i z samego mostu, można było wiele zobaczyć. I jak widać, koryto rzeki Biała powiększyło się znacznie.
Następnie pojechałem starą drogą w kierunku Gosławic. Tam woda zalała tereny tuż za mostem. Lecz jak tylko wjechałem pomiędzy pierwsze
zabudowania, od razu rzucał się w oczy zalany teren, wozy strażackie i dało się słyszeć pracujące pompy. Dojechałem do ul. Wędkarskiej, która praktycznie
cała była zalana. Porozmawiałem z mieszkańcami, którzy tam stali i pojechałem w kierunku Dunajca.
Po dojechaniu na most w Ostrowie oprócz zalanych terenów, niczego szczególnego nie było widać. Wcześniej próbowałem pojechać
pod mostem w pobliże filaru, lecz ze względu na błoto i okropne grzęzawisko, jakie po sobie zostawiła woda, nie było to kompletnie możliwe.
Kolejnym miejscem, które chcę pokazać to Gosławice. A właściwie miejsce tuż za mostem na Dunajcu. W tym miejscu jak mówią mieszkańcy,
nigdy nie było wody. Może na moich fotkach nie widać tego specjalnie. Proszę jednak o wybaczenie. Nie chciałem przeszkadzać w akcji. A naprawdę niezbyt
ciekawie to wyglądało. Co dopiero mówić, jak w innych miejscach, pozalewane domy były nawet i powyżej pierwszego pietra. Że nie wspomnę o osuwiskach, w których całe domy obracały się w gruzy. Ech...
Potem wróciłem się w kierunku Tarnowa i Już miałem wracać do domu, bo jak tylko to zobaczyłem, wpadłem w tak zwany podły nastrój.
Jadąc tak sobie, jakoś skręciłem w kierunku Zgłobic. Chciałem udać się na tamtejszy most i sprawdzić czy tę resztkę asfaltu która jeszcze była w poprzedniej
relacji, zabrała woda całkiem, czy też ostało się to. Skwar z nieba lał się strumieniami więc żeby nie spalić się na wiór, pojechałem dalej w kierunku
Błoń. Tam skręciłem w kierunku Rzuchowej, gdzie chciałem pojechać do Rychwałdu. Właśnie tutaj dopiero gdy zobaczyłem Marcinkę, przypomniałem sobie że
w ogóle mam aparat.
Kiedy jechałem w kierunku Koszyc, postanowiłem pojechać w kierunku Kłokowej, by dostać się do Nowodworza, a stamtąd pojechać nad
Wątok, bo i on pozalewał nieco terenów. Nie udało mi się dojechać, bo...
I pomyśleć, że stacja kolejowa w Kłokowej wyglądała tak, jak w tym
linku. Oj narobiła ta woda szkód jak nic. Znowu musiałem się wrócić.
Zresztą innej drogi nie ma. Znaczy się jest. Lecz miałbym do pokonania ze 30 kilometrów dodatkowo. Na moście nad obwodnicą zrobiłem takie fotki.
Mnie się podobał, więc umieściłem go tu. Następnie natrafiłem na kolejny most z rzeka Biała w tytule. I nawet ładnie wygląda. A nawet
nie widać szkód. Prawda?
Nic bardziej mylnego. Bowiem okazuje się, że podmyło jeden z filarów starszej części mostu i właśnie trwa akcja
umacniania tego fragmentu.
Następnie udając się na lodzika, pojechałem koło dworca PKP na ul Tuchowską, gdzie stwierdziłem brak większych zniszczeń. Podobna
sytuacja była na ul Dąbrowskiego.
I na zakończenie całej tej 47 kilometrowej wyprawy, pojechałem na stadion 'Błękitni', gdzie miało się odbyć III Tarnowskie Święto Gulaszu.
Pogoda jednak, skutecznie uniemożliwiła odbycie się tej imprezy. Szkoda. Fajna była. Nieoficjalnie dochodzą nas słuchy, że to miała być ostatnia taka
impreza. Podobno za rok już jej nie będzie. Przy okazji zapoznałem się z postępem prac przy rozbudowie basenu krytego przy ul. Piłsudskiego. Ech... Zniszczyli
mój ulubiony basen kąpielowy. Ileż tu wspomnień. Pozostał tylko maleńki jego fragment. To właśnie na nim nauczyłem się pływać. Co tam. Postępu nie
zatrzymamy. Życzę nowemu tego samego, czyli niech też będzie miło wspominany. A jadąc tu, pokazuję jeszcze rozbudowę naszej uczelni. Wprawdzie to dopiero
początki, ale jak wybudują, to postaram się pokazać.
I tak cała moja podróż, zakończyła się tego dnia. Co można dodać do tych obrazów? Właściwie nic. Wystarczyło parę godzin intensywnego opadu
i tragedia gotowa. Nie wygląda to najlepiej, ale też nie ma się czemu dziwić. Ludzie chcą mieszkać w atrakcyjnych miejscach. A że niejako przy okazji są
to miejsca czasami groźne, z czego nie zawsze zdają sobie sprawę, to już inna para kaloszy. Jak pogoda dopisze, a zapowiadają upały przez cały tydzień,
to odwiedzę jeszcze raz te i inne miejsca. Zobaczymy. Na ten czas wystarczy.
Pozdrawiam serdecznie
I byleby już nie padało więcej. Przynajmniej tak intensywnie.
.