Jedziemy rowerkiem
zobaczyć co zostało po powodzi.


Otóż to. Znajdziemy tu opis wędrówki rowerowej, której to dokonałem 23.05.2010. Może to i nieszczególnie ważne, lecz tego dnia właśnie, nasze kochane słoneczko, spojrzało na nas swym pogodnym okiem. Właściwsze raczej byłoby stwierdzenie, że to chmury, pozwoliły nam cieszyć się słońcem. Jakby na to nie patrzeć, to było ciepło i świeciło piękne słońce. Siedzieć w domu po ostatnim miesiącu padającego deszczu, nie ma kompletnie sensu. Wsiadłem więc na rower i udałem się w kierunku Dunajca. Jak zawsze w takich przypadkach, po dłuższym czasie braku zainteresowania pojazdem rowerowym, uchodzą z kół 'wiatry'. Dlatego, na początek wycieczki, udałem się na stację 'benzyniastą', żeby napompować koła 'wiatrem' z kompresora. Potem pojechałem w kierunku skrzyżowania na błoniach, po drodze robiąc zdjęcia nowej galerii Gemini Jasna Park.

Jak widać, prace postępują. Tylko nie wiem, po jakiego licha kolejna 'galera'... Znaczy się galeria. Czytałem ostatnio, że duże firmy handlowe, otwierają małe osiedlowe sklepiki. Pewnie chcą wykończyć ostatnich, drobnych kupców. Tragedia! Ależ oni są nienasyceni mamony! Strach pomyśleć co się stanie, jak już wszystko z nas wydoją. No, ale nie o dyskontach tu mówimy, lecz o ostatniej 'wielkiej wodzie'. Dalsza droga przebiegała przez wzniesienie obok skrzyżowania na Błoniach. A z tego miejsca, mamy piękne widoki panoramy miasta. Musiałem więc to pokazać.

Ależ byłoby fajnie, jakby tu postawili tu jakąś wieżę widokową. I... Tak, tak... I pioruny miałyby gdzie "grzać". Kilka godzin słońca i już widać efekty grzania w "garnek". Tak czytając to, co przed chwilą spłodziłem, zastanawiam się poważnie nad dalszymi moimi losami. Zaraz! Co ja tu bazgrolę? Miało być o po-powodzi. To trzymajmy się tego tematu. Zanim dojechałem do Dunajca, na pierwszy ogień poszło zwiedzanie parku na Piaskówce. Jako że ten park, położony jest na terenie bardzo podmokłym, no i znajdujący się w nim staw jest bez odpływu wody, to wszystko powinno sprawić, że park na Piaskówce powinien zostać zalany. Czy też raczej, podtopiony. Nic z tego. Owszem staw wypełniony był po brzegi wodą, a tereny wokoło tylko gdzieniegdzie stały we wodzie, lecz tragedi nie było.

Pojeździłem jeszcze przez chwilkę alejkami, lecz nie napotkałem niczego szczególnego, co warto by pokazać. Dalsza droga to droga niby ścieżką rowerową. Dziwne. Lecz to, co mówią znaki drogowe to czyste kłamstwo. Otóż wskazują, że poruszamy się po tzw. 'ścieżce rowerowej'. Już to kiedyś pisałem, więc może powtórzę. To jest raczej tor przeszkód dla rowerów niż jakaś ścieżka. Normalnie załamka. Poniższe zdjęcie pokazuje ul. Wyszyńskiego. A raczej maleńki fragment tej ulicy.

Pierwszą rzeką, która mocno dała się we znaki, chociaż nie w tym miejscu, jest Biała. Jak widać na zdjęciu, już znacząco woda opadła. I co dziwne, nie widać za bardzo zniszczeń. A przecież podczas podniesionego stanu jej wód, niosła ze sobą sporo wszelkiego rodzaju materiału. Doprawdy dziwne to.

Nic to. Zapewne Dunajec "pokaże" więcej. Ostatecznie, jakby nie patrzeć, jest to już kawałek rzeki. (247km) Jechało się dość ciężko, ze względu na bardzo silny i porywisty wiatr, z którym trzeba było walczyć. Ostatecznie dotarłem na most w Ostrowie. I tu zaskoczenie. Jak się okazało, poza niewielką ilością mułu naniesionego na drogi pod mostem, nie było widać większych zniszczeń. No i tak samo, jak w przypadku Białej, nie było widać zbyt wiele naniesionego obcego materiału. Naprawdę to bardzo dziwne.

Nawet pojechałem pod most sprawdzić stan dróg. o ile można ptak powiedzieć. Lecz naprawdę nic ciekawego nie zauważyłem. Cóż było robić. Pojechałem na następny most, znajdujący się na drodze 4 w Zgłobicach. Po drodze przejeżdżając przez miejscowość Mikołajowice spotkałem się z dość ładnym widokiem. Zapewne byłby ładniejszy, gdyby nie te wszędobylskie słupy i kable napowietrznych linii energetycznych. Ale co można zrobić? Pozostaje cieszyć się tym, co mamy. A mamy np. takie zdjęcia.

Przy okazji odwiedziłem kolegę Grzegorza. Myślę, że się nie obrazi z powodu podania jego imienia. Na dodatek, jego prawdziwego, a nie zmyślonego imienia. Bo chciałem pokazać w formie przerywnika, zdjęcie drzewka iglastego z młodymi pędami. Drzewko to wypuściło jak widać, młode pędy. I koledze tak się to spodobało, że sam, a ja z nim, robiliśmy zdjęcia. No i jak wybierałem fotki do pokazania, to postanowiłem wrzucić tu na stronę jedna z nich, żeby mógł, kiedy chce i gdzie chce, zobaczyć to drzewko i jego kolory, które jemu tak się podobały. Grześ. Tu masz swoje drzewko i jego kolorki.

Następny etap podróży to most na Dunajcu. Na pierwszym zdjęciu droga prowadząca do Wojnicza. A drugie to widok z mostu w kierunku Szczepanowic. Jak poprzednio, tak i tu, nie widać jakichś wielkich zniszczeń. A przecież było groźnie. Więc co to oznacza? No właśnie. Dobre pytanie.

Gdy chciałem pojechać pod most, by sprawdzić co tam się dzieje, od razu rzucały się w oczy worki z piaskiem i czerwona taśma zagradzająca drogę w kierunku Szczepanowic. No to zapewne uda mi się zobaczyć te zniszczenia. Tak też było. Może na pokazanych zdjęciach nie widać tak bardzo zniszczeń, lecz zapewniam, że naprawdę niezbyt ładnie to wyglądało. Poniżej wszystkie zdjęcia zrobione od zjazdu w Zgłobicach, do podjazdu w Szczepanowicach.

Kiedy już napatrzyłem się na zniszczenia, pojechałem w kierunku centrum Szczepanowic. A właściwie, to znudziło mnie jeżdżenie bez sensu. Zachciało mi się lodzika. Szybko pojechałem widocznym podjazdem do skrzyżowania. Mogłem pojechać w lewo, do ul. Krakowskiej i szybko w kierunku domu. No ale ja nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie zrobił odwrotnego. Mianowicie pojechałem w kierunku Rzuchowej. Tam, gdy dojechałem do takiego rozwidlenia prowadzącego do właśnie Rzuchowej i Koszyc postanowiłem zwiewać najkrótszą drogą. Czyli pojechałem do Koszyc. I właśnie ostatnie zdjęcie zrobione jest z tego miejsca.

Zanim jednak pojechałem na wspomnianego "lodzika", ponownie zrobiłem zdjęcia rzece Biała z mostu na ul. Krakowskiej. Po czym udałem się przez starą rampę kolejową na ulicę Tuchowską, by zobaczyć Wątok w akcji. Ale wszystko wróciło prawie do normy.

I taki oto sposobem dobrnęliśmy do celu. Niewątpliwie powódź wyrządziła wiele szkód. Celowo nie pokazywałem zniszczeń mienia ludzkiego. Wystarczy, że nasze media robią to bardzo skutecznie. Szkoda, że pogoda nadal nie sprzyja podróżom. No i nie wszędzie da się wjechać. No dobra kończę, bo się tu opisałem jak nigdy.





I to byłoby na tyle. Warto było się ruszyć z miejsca.
Pozdrawiam wszystkich czytających.
Wasz SSP.




.