Idziemy na skałę "Wieprzek"


W zeszłym roku, kiedy zachciało mi sie iść na Diable Skały, miałem zamiar pójść do Siekierczyny i odwiedzić właśnie tę skałę, którą pokażę w tej wędrówce. Wtedy nie udało się tego dokonać, za sprawą późnej pory. Teraz mamy wiosnę, (4.04.2010), a dzień jest dłuższy od nocy. Więc czas rozpocząć prawdziwe wędrowanie. Spakowałem graty do plecaka i pojechałem. Jednak w drodze przypomniałem sobie że nie mam wody. Żadnego picia. Na dodatek właśnie przejechałem stację paliw w Zakliczynie. Nic to. Zapewne bacówka w Jamnej będzie otwarta. I pojechałem dalej. Szybko zaparkowałem i poszedłem po jakieś napoje.

Niestety. Bacówka była zamknięta, a kartka uprzejmie informowała o tym. Cóż. Jak się jest gapą... Każdy chce mieć święta. Nieco podłamany stwierdziłem że dam radę i nie padnę z pragnienia po drodze. I poszedłem na szlak czerwony. On to właśnie prowadzi między innymi do naszej skały. Oczywiście po drodze robiąc zdjęcia.

Potem udałem się pod kaplicę upamiętniającą mieszkańców Jamnej zamordowanych podczas wojny. Trzeba było tak zrobić.

Dalsza droga całkowicie przypominała poprzednią wyprawę. No i trudno sie dziwić, gdyż przebiegała nawet tą samą ścieżką. Jedyna różnica to brak błota. Wprawdzie ziemia była miękka, lecz brak błota, spowodował to, że wróciłem do domu czysty jak łza. Pogoda za to, nieco się pogorszyła. Ale co mi tam. I tak ponad godzinę trzeba będzie maszerować. Na ten czas, oglądam sobie widoki, rozpościerające się tuż przed lasem.

W dalszym wędrowaniu, przeszkodził nam skręcający w lewo szlak. No i trzeba było pójść w las. I tak sobie szedłem borem lasem, próbując nawdychać się zapachów lasu... Tjjaaa... Ale to tylko marzenia. Nie było niczego takiego. Jedynie bardzo mi się spodobał niewielki lasek brzozowy. Jak zawsze ponarzekać muszę. Aparat choćby najlepszy, nigdy nie odda klimatu. Ech...

Wiadomo że las kiedyś skończyć się musi. No i właśnie nastąpiła ta straszna chwila. Trzeba było dreptać drogą nieutwardzoną.

Cóż można napisać o dalszej drodze. Oprócz pogarszającej się pogody, dalsza wędrówka przebiega, że tak powiem, głównymi drogami. Wprawdzie ruchu tu nie ma prawie żadnego, to jednak ja, nie preferuję takich wędrówek. Lubię dzikość przyrody i koniec. Niemniej jednak, jest czym pocieszyć oko. I znowu okazuje się, że nie trzeba daleko jechać by zobaczyć ładne widoki. W każdym bądź razie, tak to wyglądało z obrzeży Siekierczyny.

Tak strasznie narzekałem na brak lasu, a tu proszę. Znowuż trzeba iść przez las. Ten jednak okazał się bardziej gęsty i zapewne starszy. Co było widać od razu po wielkości drzew. Szło się wyśmienicie. W pewnym momencie natrafiamy na punkt widokowy. Nie pokażę go tym razem, ze względu na jakość. Pogoda popsuła się znacznie.


Już myślałem że zabłądziłem, gdy nagle zobaczyłem to.


I znowu wszedłem do lasu. Tam po chwili znalazłem się przy obiekcie, będącym celem tej wędrówki. Cóż można powiedzieć o samej skale. Nie jest może jakaś powalająca. Ot tak sobie kawałek, żeby nie powiedzieć odprysk skalny. Nic specjalnego. Może gdyby wycięto blisko niej położone drzewa, więcej byłoby widać. Chociaż dobrze się stało, że przyszedłem teraz kiedy nie ma liści. W przeciwnym wypadku niewiele byłoby widać. Ale sami popatrzcie.

Połaziłem, pomarudziłem, pofociłem i wróciłem na ścieżkę którą to przyszedłem. A że pogoda zaczęła się poprawiać, z tym większą radością pokazuję trasę którą przebyłem w odwrotną stronę.

Ponownie dotarłem do punktu widokowego. A ponieważ słoneczko dzielnie przebijało się przez chmury, poprawiając zdecydowanie warunki oświetlenia, zrobiłem te kilka fotek. Nawet zastanawiałem sie czy by nie zrobić z tego panoramy, lecz ostatecznie przedstawiam zdjęcia osobne.

Te widoki już pokazywałem wcześniej, lecz teraz wyglądają znacznie lepiej, to dlaczegóż by ich nie pokazać.

Wreszcie dotarłem do miejsca gdzie powinienem skręcić w lewo na szlak. Lecz postanowiłem sprawdzić gdzie prowadzi droga na wprost. Tym bardziej że kilkakrotnie tędy jeździły samochody. No właśnie. Dokąd wiedzie ta droga?

I gdzie ta droga prowadziła? Ano tak jak widać. Do Jamnej. Gdybym uważniej czytał mapę to bym wiedział, że zamiast kluczyć po lesie, idąc tą drogą, z kilometr było by krócej. Chociaż z drugiej strony, lepiej iść przez las, niż drogą. Ostatecznie wszedłem na miedzę i zrobiłem te poniższe zdjęcia.

Ostatecznie wróciłem na drogę i poszedłem nią w kierunku parkingu, gdzie stała moja bryczka. Zanim jednak tam dotarłem, przy drodze stała sobie kapliczka. Bardzo stara kapliczka. Postanowiłem ja pokazać. Oto ona.

No i już na koniec w wielkim skrócie. Wprawdzie pogoda jeszcze nie nastraja do dalekich podróży, to jednak sezon dla wędrowców został rozpoczęty. Jak zawsze musiałem coś złego zrobić. Znaczy się, nie zabrać wody. Wprawdzie w drodze powrotnej zakupiłem takową, lecz dziwnie smakowała na popękanych wargach. Miałem wprawdzie wstąpić do Melsztyna, lecz ostatecznie wizja leżenia przed TV wygrywała z każdym argumentem. Ze swej strony, zapraszam do wędrowania.




.